Ostatnie oskarżenia przeciwko Płomieniowi Miłości
Podczas spotkania z Győző Kindelmannem, naszym świeckim konsultantem, byłym międzynarodowym koordynatorem i wnukiem Elizabeth Kindelmann, 29 października 2024 r., ostrzegł mnie, że na Węgrzech istnieje niewielka, ale bardzo głośna, ultrakonserwatywna grupa tradycjonalistów atakująca Płomień Miłości, która uważa, że cały Ruch Płomień Miłości nie jest święty. Napisali do kardynała Erdő z prośbą o uchylenie nihil obstat.
Győző powiedział, że kardynał Erdő nie przejmuje się tym zbytnio, jednak w Internecie pojawia się wiele ataków, które docierają do innych biskupów. Nic więc dziwnego, że widzieliśmy artykuł wysłany i opublikowany przez Rorate Caeli w języku angielskim, który zawierał nie tylko atak na Płomień Miłości, ale także na samego kardynała Erdő. Nie mogłem znaleźć oficjalnego oświadczenia z ich strony, ale sądząc po treści ich strony internetowej, Rorate Caeli są albo SSPX, albo bardzo im przychylni. Towarzystwo Świętego Piusa X oderwało się od Kościoła katolickiego i odrzuca Sobór Watykański II.
Szybkie podsumowanie
Pozwolę sobie odnieść się do tego artykułu i zastrzeżeń na wypadek, gdybyś spotkał się z nimi w swoim kraju. W najkrótszym podsumowaniu:
#1 Kardynał Erdő nie zgadza się z tymi "zastrzeżeniami"
#2 Zasadniczo ataki przebiegają według pewnego schematu, a mianowicie polegają na wzięciu fragmentu Dziennika lub Egzaminu Teologicznego i zastosowaniu najgorszego możliwego jego zrozumienia, często pomijając zrozumienie podane w samym Dzienniku. Kiedy są one rozumiane w świetle całego Dziennika i podstawowych informacji, nie mają żadnej treści.
Zilustruję, jak działa to błędne rozumowanie, używając Biblii i "udowadniając" niedorzeczne twierdzenie.
"Paweł, Piotr i Barnaba byli bezbożnymi ludźmi i dlatego nie mogli być prawdziwymi apostołami".
Dowód #1 - Piotr i Paweł są pełni sporów i nieporozumień: "Ale gdy Kefas [po aramejsku Piotr] przybył do Antiochii, sprzeciwiłem mu się twarzą w twarz, ponieważ został potępiony". - Galacjan 2:11-14
Dowód #2 - Paweł i Barnaba są pełni sporów i nieporozumień: "I doszło do tak ostrego sporu, że odłączyli się od siebie, a Barnaba zabrał ze sobą Marka i odpłynął na Cypr". Dzieje Apostolskie 15:36-40
"Bóg nie jest autorem sporów i podziałów, dlatego ci ludzie nie są prawdziwymi apostołami, a ich pisma nie powinny być przyjmowane jako natchnione". Takie "dowody" nie biorą pod uwagę, że ten sam rozdział Listu do Galacjan pokazuje, że Piotr i Paweł byli zgodni pomimo faktu, że Paweł był zamieszany w zabójstwo jednego z bliskich przyjaciół świętego Piotra, świętego Szczepana - "Jakub i Kefas, i Jan, którzy uchodzili za filary, podali mnie i Barnabie prawicę społeczności" - Galacjan 2:9. Nie ma tu mowy o tym, że spór między Pawłem i Barnabą dotyczył praktycznej kwestii, jak kontynuować misję po tym, jak Jan Marek opuścił ich podczas poprzedniej podróży, ani o tym, że Marek ostatecznie stał się zaufanym asystentem Pawła: "Weź Marka i zabierz go ze sobą, bo jest mi przydatny do służby". " II Tymoteusza 4:11
Takich właśnie wypaczonych argumentów przeciwko Dzienniczkowi Duchowemu użyła grupa z Węgier i artykuł w Rorate Caeli.
Kontekst
Zanim bezpośrednio odniesiemy się do tych zastrzeżeń, możemy zapytać, dlaczego ktoś mógłby angażować się w tak błędną logikę, aby zdyskredytować Płomień Miłości Niepokalanego Serca Maryi? Przypomnijmy, że są to grupy, które odrzucają Sobór Watykański II i są podejrzliwe wobec wszystkiego i wszystkich, którzy pochodzą z okresu po Soborze. Przypomnijmy, że Dziennik bardzo popiera Sobór Watykański II.
Ta stronniczość jest widoczna od samego początku artykułu Rorate Caeli, który rozpoczyna się od bardzo nieprzyjemnego ataku na kardynała Erdő, insynuującego powiązania z komunistami, ponieważ pozwolono mu podróżować do Rzymu na studia w czasach reżimu komunistycznego. Autor sugeruje następnie, że "sami byli agentami i/lub byli inwigilowani, ale niezależnie od przypadku zostali uznani za lojalnych wobec sprawy komunistycznej, a zatem nie stanowili wielkiego zagrożenia dla reżimu, a nawet mogli być przydatni jako źródło informacji lub jako aktywni tajni agenci". Niezły zarzut wobec jednego z najbardziej szanowanych biskupów w Kościele.
W rzeczywistości atak na Płomień Miłości Niepokalanego Serca Maryi jest wykorzystywany jako "dowód" na to, jak skorumpowany jest zdaniem autora kardynał Erdő: "Niestety, Peter Erdő obecnie ani nie karmi swojej trzody, ani jej właściwie nie strzeże. Aby czytelnicy nie zostali pozostawieni z bezpodstawnym zarzutem, oto historia, która może rzucić nieco światła na zasadność zarzutu: krótka historia postępowania arcybiskupa w sprawie "prywatnego objawienia" "Płomienia Miłości"".
Autor twierdzi, że badanie teologiczne Dziennika Duchowego nie było właściwe, a kardynał Erdő nieodpowiedzialnie pozwolił, aby się ono prześlizgnęło: "Odpowiedzialność kardynała Pétera Erdő jest większa, ponieważ w przeciwieństwie do swoich kolegów za granicą, ma on do dyspozycji oryginalny węgierski język Dzienniczka i mógł przesłuchać świadków, którzy znali wizjonera. Ale zamiast tego zdecydował się pominąć poważne błędy teologiczne, oczekując duchowych owoców od ruchu, którego przesłania nie mogły pochodzić od Boga".
Oczywiście autor pomija również fakt, że kardynał Erdő jest jednym z największych znawców prawa kanonicznego w Kościele i nie jest prawdopodobne, aby coś umknęło jego uwadze.
Jeszcze bardziej wymowny jest sposób, w jaki artykuł się kończy. Autor stwierdza, że "kompetentny biskup diecezjalny powinien wydać odpowiedni osąd i wycofać nihil obstat i imprimatur".
Następnie stwierdza: "Wydaje się jednak, że kardynał Péter Erdő nie chce usunąć tych deklaracji: mimo że autor tego artykułu przesłał mu szczegóły analiz, opublikowanych kilka razy wcześniej i na kilku forach, a także na jego prośbę streszczenie problematycznych fragmentów, które zostały pozostawione w oficjalnym wydaniu z imprimatur. Autor tego artykułu nie otrzymał żadnej merytorycznej odpowiedzi od Jego Eminencji, a zatem Jego Łaskawość trudno oskarżyć o nadmierną troskę o rozprzestrzenianie się fałszywych objawień i zwolenników, którzy są przez nie oszukiwani".
Zgadza się; kardynał Erdő nie zgadza się, że są to poważne kwestie, które podważają Płomień Miłości. Zamiast więc uznać, że jeden z wielkich uczonych w prawie kanonicznym, najbardziej szanowanych biskupów w Kościele i ktoś, o kim mówi się jako o papabile, tj. możliwym kandydacie na papieża, nie popiera jego argumentów, a tym samym je wycofuje, po raz kolejny obraża kardynała Erdő, pisząc: "Jak taka postawa może charakteryzować kardynała, który jest uważany za konserwatystę, nie jest zadaniem autora tego artykułu. Ale być może każdy czytelnik może wyciągnąć własny wniosek: "Przeklęty człowiek, który ufa człowiekowi" (Jer 17:5) lub może modlić się o nawrócenie kardynała". Tak, kardynał musi być w błędzie i nie nawrócony, skoro nie zgadza się z autorem! Oczywiście mówię to żartobliwie, aby pokazać, że ten artykuł nie pochodzi ze zdrowej pozycji szacunku dla hierarchii Kościoła.
Przeanalizujmy więc teraz te "błędy teologiczne", które dowodzą, że ruch ten nie mógł pochodzić od Boga.
Argumenty
Początkowe skargi dotyczą cenzora Dziennika, ojca Zoltána Kovácsa i sposobu, w jaki usunął on niektóre fragmenty Dziennika. Twierdzi się, że zawierają one poważne błędy teologiczne, a zatem dr Kovács oczyścił Dziennik.
Są fragmenty, które zostały usunięte - konkretnie jedenaście. W swojej odpowiedzi na ataki na Węgrzech Tibor Begyik, sekretarz Matki Bożej wysłany do pomocy Elżbiecie i członek zespołu, który opracował węgierskie wydanie krytyczne Dzienniczka na podstawie odręcznie napisanego Dzienniczka, wyjaśnia te pominięcia:
"Są to albo mylące, niepotrzebne i osobliwe zdania, albo nie mogły zostać opublikowane na specjalne życzenie Matki Bożej, albo są zasadniczo prawdziwe, ale nadal niepotrzebne, wątpliwe dla modernistycznej perspektywy teologicznej".
Następnie dzieli się dziewięcioma z tych fragmentów. Ponieważ zostały one celowo pominięte, nie opublikuję ich tutaj, ale przeczytałem je i nie ma w nich poważnych błędów teologicznych. Győző podzielił się już jednym z nich, mówiącym o tym, że nadejdzie czas, kiedy nie będziemy mogli licznie uczestniczyć we Mszy Świętej. Nie ma poważnego błędu teologicznego, ale w Dzienniku czytamy: "Ostatnie wersy nie muszą być upubliczniane. (taka jest prośba Matki Bożej)".
"Fałszywe objawienia, fałszywe proroctwa, bluźnierstwo" - nieprawda.
Następnie autor zaczyna właściwie przytaczać różne czynniki do rozeznania - wszystkie są w porządku i dobre, ponieważ są prawdziwe. Co ciekawe, nawet gdy autor przyznaje, że Elżbieta spełnia te kryteria, odrzuca ją: "Św. Jan od Krzyża podobnie rozróżnia trzy rodzaje lokalizacji intelektualnych. Każdy z nich wykazuje pozorne podobieństwo do doświadczeń Elżbiety Kindelmann, ale podobieństwo to jest zwodnicze". Kryteria te nie są fałszywe. Problemem jest sposób, w jaki autor błędnie je stosuje. Odrzuca lokalizacje Elizabeth, ponieważ "zawierają błędy merytoryczne, herezje", ale jak zobaczymy, nie jest to prawdą, więc jego odrzucenie jest bezpodstawne.
Tutaj widzimy ten wzorzec przypisywania najgorszego możliwego zrozumienia, przy jednoczesnym lekceważeniu pozytywnego zrozumienia podanego przez Dziennik. Na przykład autor pisze: "Trzeci rodzaj mentalnych lokacji, lokacja materialna, może być nazwana performatywną, ponieważ w niej objawiciel również wykonuje to, co On lub Ona komunikuje w słuchaczu-wizjonerze. Jeśli na przykład wzywa do pokory, natychmiast czyni duszę pokorną. Jeśli jednak chodzi o ten przykład, czytamy, że Elizabeth Kindelmann otrzymała niezliczone wezwania do pokory, a następnie doznała upokorzenia za brak pokory, tak że w jej przypadku nie mogło być mowy o merytorycznej lokalizacji ". Zauważmy, że autor podał jako fakt swoje niepotwierdzone założenie, że Elżbieta doznała upokorzeń z powodu braku pokory.
Kiedy jednak czytamy Dziennik, dowiadujemy się, że te upokorzenia nie były spowodowane brakiem pokory Elżbiety, ale zachowaniem jej pokory. Z wpisu z 4-7 marca 1962 r.: "Moja córeczko, nie bój się, pozostań w ukryciu, w wielkiej pokorze. Poza kilkoma osobami nikt nie musi o tobie wiedzieć. . . Twoja pokora powinna być tak wielka, aby dobroć i miłość rozprzestrzeniały się na tych, z którymi się kontaktujesz. Moja córeczko, zawsze będziemy razem. Proś tylko naszą wieczną Dziewicę Matkę, aby zachowała cię w ukrytej pokorze".
Zauważ, że nasza matka miała pomóc zachować ją w pokorze. I prawdą było, że większość ludzi nie wiedziała o Elżbiecie; pozostawała ukryta w wielkiej pokorze. Kiedy byłem na Węgrzech, rozmawiałem z kobietą, która dorastała z Győző i regularnie bywała w domu Elżbiety. Skomentowała, że nikt nie miał pojęcia o niezwykłym życiu, jakie prowadziła Elżbieta. Później, w tym samym wpisie, czytamy: "Nie pozwól, aby twoje ciągłe potknięcia cię przygnębiały, ponieważ zachowa cię to w pokorze". We wpisie z 27 kwietnia 1962 r. Elżbieta wspomina zachęcające słowa kapłana, które skierował do niej podczas spowiedzi: "Uspokoił mnie swoimi łagodnymi, życzliwymi słowami, mówiąc, że nie widzi w tym nic przesadnego. Moja pokora doprowadziła go do takiego wniosku". Z 16 sierpnia 1962 roku: "Obracamy twoje wady i uchybienia na korzyść twojej duszy; one utrzymują cię nieustannie w wielkiej pokorze. Niech to będzie twoją troską, ponieważ (tylko) bardzo pokorna dusza może reprezentować naszą sprawę". 28 sierpnia 1962: "Niech twoja dusza nadal świeci największą pokorą".
Jak widać, nie minęliśmy jeszcze połowy 1962 roku, a świadectwo pokory Elżbiety jest ciągłe. W jakiś sposób autor pominął je, dochodząc do wniosku, że Elżbieta doznała upokorzeń z powodu braku pokory.
Autor stwierdza dalej: "Otwartą herezję można znaleźć w Dzienniku III/134". To mocne stwierdzenie. Jaką herezję widzi? W Dzienniczku Elżbieta cytuje Jezusa mówiącego: "Moja córko, ja też byłem człowiekiem i z powodu mojej ludzkiej natury miałem ludzkie cechy. Mam też wiarę, nadzieję i miłość". Po pierwsze, autor wskazuje, że Jezus jest nadal człowiekiem, ponieważ jest w pełni człowiekiem i w pełni Bogiem, a nie, że jest w pełni człowiekiem. był ludzki. Jest to prawda i zauważył to dr Kovács w Theological Examination w sekcji 6.5.6 i zmienił to w wydaniu krytycznym - zakładam, że aby uniknąć tego rodzaju debaty. Jednak po raz kolejny, czytając kontekst, możemy zobaczyć, dlaczego użyto czasu przeszłego. Jezus nawiązuje do swojej agonii w ogrodzie i dlatego używa czasu przeszłego.
Miałem również ludzkie cechy. Ja również mam wiarę, nadzieję i miłość.1 Z jak wielką wiarą, nadzieją i miłością złożyłem największą ofiarę dla was wszystkich! Wierzyłem i miałem nadzieję, że będę miał naśladowców, którzy odwzajemnią Moje ofiary, które złożyłem w Mojej bezgranicznej miłości. Pociecha, którą Mój Ojciec okazał Mi w Mojej śmiertelnej agonii, podczas której pociłem się krwią, dała Mi siłę do całkowitego opróżnienia kielicha cierpień. Cierpiałem jako człowiek, całkowicie odkładając na bok całą Moją Boską moc, aby Moje Serce czuło się z wami. Skosztowałem każdego cierpienia i poszedłem drogą cierpienia z nadzieją w was wszystkich. Widziałem wszystkie niewierności, a z drugiej strony także wasze współczucie. To właśnie poruszyło Mnie do miłosierdzia i współczucia, i nadal Mnie porusza.
Cały ten piękny fragment jest w czasie przeszłym i odnosi się do wydarzenia z przeszłości. W jakiś sposób autor przegapił ten wyraźny kontekst w Dzienniku.
Autor narzeka, że "wiara, nadzieja i miłość nie są cechami ludzkiej natury, ale nadprzyrodzonymi cnotami teologicznymi". Po pierwsze, należy zauważyć, że nie chodzi tu o wiarę i nadzieję w Boga, ale o wiarę i nadzieję w to, co się w nas dokona: "Wierzyłem i miałem nadzieję, że będę miał naśladowców, którzy odwzajemnią moje ofiary" oraz "Skosztowałem każdego cierpienia i poszedłem drogą cierpienia z nadzieją w was wszystkich". Co więcej, ani dr Kovács, ani kardynał Erdő nie widzą w tym problemu: "Jezus Chrystus jest zarówno prawdziwym Bogiem, jak i człowiekiem, można w Nim znaleźć ludzkie atrybuty (z wyjątkiem grzechu). Nie ma więc problemu z przeżywaniem cnót teologicznych w ziemskim życiu". (Theological Examination). Możemy wierzyć temu autorowi, który popełnia liczne błędy, pomijając kontekst, lub kardynałowi Erdő i doktorowi Kovácsowi. Wiem, który wybór jest dla mnie bardziej wiarygodny.
Kwestia transsubstancjacji
Autor odwołuje się do fragmentu pominiętego w Wydaniu Krytycznym, mówiącego o transsubstancjacji chleba przez Jezusa. Rzeczywiście istnieje taki fragment pominięty w odręcznym Dzienniku nie dlatego, że jest w nim coś złego, ale właśnie po to, aby uniknąć potrzeby debaty.
Oto pominięcie i uwagi dotyczące pominięcia:
IV/22-23-24: Z jednej strony, pominięcie tutaj wynikało z powodów rodzinnych, z drugiej strony, tekst ten dotyczy nieregularności, w której pani Erzsébet, częściowo z powodu choroby, a częściowo z powodu poważnych problemów rodzinnych, nie była w stanie codziennie chodzić na Mszę Świętą i naprawdę tęskniła za Komunią Świętą! Wtedy Pan powiedział jej, że aby złagodzić dręczące cię pragnienie podczas choroby, możesz przyjmować każdy pierwszy kęs chleba jako Moje Święte Ciało, ponieważ "prawo transmigracji zostało zarezerwowane raz na zawsze przez moje bóstwo".
Uwaga redaktora: Konsekracja chleba i wina jest wyłącznie przywilejem łaski kapłanów wyświęconych przez Świętą Matkę Kościół (nawet aniołowie nie mogą tego robić)!
Jednak Jezus Chrystus zastrzegł sobie prawo do tego nawet po swojej śmierci na krzyżu i zmartwychwstaniu, jak to uczynił w przypadku uczniów z Emaus (Łk 24:30-33) ! Pod innymi względami, dla Erzsébet, ten nagły wypadek miał zastosowanie tylko do czasu przeszkody! Strona IV/23 został pominięty, aby uniknąć niepotrzebnych debat teologicznych!
IV/25.: Z powodu poślizgu w numeracji stron, pominięcie zaznaczone na końcu IV/25 zostało przeniesione do IV/26! (Nie ma ucieczki w 25!)
IV/26: Pominięcie na tej stronie powtarza kwestię przemiany Jezusa na stronie 23, ale służy również jako wyjaśnienie: "...kiedy przygotowywałem się do śniadania, Pan Jezus zalał mnie obecnością chwili i poprosił, abym "nie sprzeciwiał się!". Jestem w pierwszym kęsie chleba, który jesz. Byłem tym bardzo zaskoczony, nagle przyszła mi do głowy wielka myśl: Nie będę jadł chleba, podczas wielu sprzeciwów zdecydowałem, że zamiast chleba będę jadł podpłomyki. Powiedziałam o tym mojej przyjaciółce. Ona znała sprawy mojej duszy, a potem odpowiedziała: czy myślisz, że Pan Jezus wtedy zawiesi swoje boskie pragnienie. potem powiedziała mi, że ksiądz, którego znałam, zmieniał domowe ciasteczka i zabierał je duszom w więzieniu, które tęskniły za Bogiem, więc na próżno próbowałam to uzasadnić, Pan Jezus to zorganizował, więc nie mogłem postąpić inaczej, ponieważ zjedzenie pierwszego kęsa chleba było nieuniknione ".
IV/23: (jeszcze raz podkreślone!) Ta strona została całkowicie pominięta w publikacji dziennika, ponieważ chociaż opisuje wydarzenie, które nie jest niemożliwe, może być przedmiotem dyskusji w swoim teologicznym podejściu, a w każdym razie nie dodaje ani nie odbiera nauczania Dziennika Duchowego! (Zostało to już wspomniane w IV/ 22.23-24 powyżej)!
Ponownie zauważmy, że zostało to w pełni wyjaśnione przez dr Kovácsa. Autorowi po prostu nie podoba się to wyjaśnienie i pisze: "Ale "odłączenie" sakramentów od wyświęconych kapłanów byłoby prawdopodobnie zbędnym cudem, ponieważ Chrystus mógłby udzielać łask bez sakramentów. Dlatego taki cud mógłby w rzeczywistości być kwestionowaniem ustanowionego przez Boga porządku łaski i sakramentów, a tym samym powodem do podejrzeń co do tożsamości objawiciela". Jest to stwierdzenie ściśle sprzeczne z opiniami doktora Kovácsa i kardynała Erdő. Nie musimy odrzucać Płomienia Miłości z powodu osobistej opinii autora sprzecznej z uczonymi Kościoła.
Płomień miłości Zdrowaś Maryjo i działanie łaski
Autor kwestionuje Zdrowaś Maryjo z Płomieniem Miłości. Uznaje twierdzenie dr Kovácsa, że tworzy to nową modlitwę, ale następnie odrzuca Płomień Miłości, ponieważ "nie pozwalałby już na odpust, do którego wymagane jest Ave Maria, a zatem pozbawiłby osobę narzędzia łaski". Zakładając, że nie jest on honorowany przez naszego Pana jako Zdrowaś Maryjo w celach odpustowych, nie odrzuca to całego Płomienia Miłości, zwłaszcza biorąc pod uwagę łaski dodane do Zdrowaś Maryjo Płomienia Miłości. Ponownie, jest to opinia autora, a nie fakt, przez który odrzuca Płomień Miłości.
Następnie autor sprzeciwia się terminom "skutek łaski", ponieważ, według niego, "łaska jest darmowym darem od Boga, który ma wielorakie i bardzo szerokie skutki", a "prośba o skutek łaski zamiast łaski jest zatem bezsensownym zwrotem" i "prośba o 'skutek łaski' (liczba pojedyncza!), aby 'rozprzestrzenił się', jest również bardzo trudną do zrozumienia prośbą". Kiedy jednak przeczytamy katechizm Kościoła katolickiego i spróbujemy zrozumieć, dlaczego nasza błogosławiona Matka sformułowała to w ten sposób, możemy dostrzec piękno i geniusz tego sformułowania.
Tak, łaska może przybierać różne formy z wieloma pośrednimi skutkami, ale ostatecznie prowadzi nas do jednego skutku - uczynienia nas jednością z Jezusem, uczestnikami Boskiej Natury (II Piotra 1:4). Z Katechizmu Kościoła Katolickiego na temat łaski:
1996 . . . Łaska jest przychylnością, darmową i niezasłużoną pomocą, którą Bóg daje nam, abyśmy odpowiedzieli na Jego wezwanie do stania się dziećmi Bożymi, przybranymi synami, uczestnikami boskiej natury i życia wiecznego.
1997 Łaska jest uczestnictwem w życiu Boga. Wprowadza nas w intymność życia trynitarnego... .
1999 Łaska Chrystusa jest bezinteresownym darem, który Bóg czyni dla nas z własnego życia, wlewanym przez Ducha Świętego do naszej duszy, aby uzdrowić ją z grzechu i uświęcić. Jest to łaska uświęcająca lub przebóstwiająca otrzymana w sakramencie chrztu. Jest ona w nas źródłem dzieła uświęcenia
2000 Łaska uświęcająca jest nawykowym darem, trwałym i nadprzyrodzonym usposobieniem, które doskonali samą duszę, aby umożliwić jej życie z Bogiem, działanie z Jego miłości.
Dlaczego "skutek łaski", a nie po prostu "łaska" lub "łaski"? Ponieważ łaska jest środkiem, a nie celem samym w sobie. To, czego naprawdę szukamy, to efekt, jaki wywiera łaska. Jest to efekt, który pragniemy rozprzestrzenić na całą ludzkość, ponieważ jest to przemieniający efekt łaski, który zmieni świat i przełamie wpływ szatana.
Następnie autor sprzeciwia się temu wyrażeniu, tj. "nad całą ludzkością". "Dlatego właśnie użycie terminu 'cała ludzkość' w nowym Zdrowaś Maryjo jest problematyczne. Jeśli "efekt łaski" ma być rozumiany jako boski "dotyk", który zastępuje lub omija ludzką wolę ... oznaczałoby to rodzaj ukrytego, ale bezsensownego uniwersalizmu. Jest to bowiem bezsensowna prośba, której nie można spełnić: wiemy, że nie wszyscy chrześcijanie zostaną zbawieni (DS.1362), jak więc cała ludzkość może zostać zbawiona? A jeśli nie jest możliwe wysłuchanie tej prośby i jeśli byłoby herezją domaganie się tego, jak Matka Boża mogłaby to zasugerować?".
Ta logika jest jak domek z kart, ponieważ przesłanka jest fałszywa. "Jeśli 'skutek łaski' ma być rozumiany jako boski 'dotyk', który unieważnia lub omija ludzką wolę", to przesłanka ta jest fałszywa. Efekt łaski nie zastępuje ani nie omija ludzkiej woli. Jak każda łaska, musi istnieć odpowiedź, aby odniosła swój skutek. Nasza modlitwa i nasze pragnienie, aby cała ludzkość doświadczyła działania łaski, nie oznacza, że cała ludzkość otrzyma działanie łaski. Jest to nasze żarliwe pragnienie, a modlitwa jest ważnym wyrazem tego żarliwego pragnienia. Zgodnie z logiką autora, sam Bóg musi być kłamcą, ponieważ "Jest to dobre i przyjemne w oczach Boga, naszego Zbawiciela, który pragnie, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy" (I Tymoteusza 2:3-4), ale wiemy, że wszyscy ludzie nie zostaną zbawieni. Oczywiście nie jest prawdą, że Bóg jest kłamcą, podobnie jak sprzeciw autora wobec Płomienia Miłości.
Od tego momentu artykuł ulega poważnej degradacji i zaczyna odwoływać się do osobistych ataków na Elżbietę. "Tym bardziej, że obietnice te zostały złożone podczas nakłaniania pani Kindelmann do zaangażowania się w ratowanie dusz, szerzenie przesłania, a zwłaszcza do podejmowania nadzwyczajnych umartwień cielesnych. A ponieważ były one związane z niewypełnieniem jej obowiązków stanu, a nawet nieposłuszeństwem wobec jej kierownika duchowego. Dlatego możemy uznać je za demoniczne manipulacje pod fałszywym pretekstem, arogancję i próżność oraz kłamstwa, które karmią poczucie własnej ważności, a nie rzeczywiste boskie obietnice ". Te oskarżenia o niewykonanie obowiązków stanu i nieposłuszeństwo wobec kierownika duchowego są fałszywe, jak zobaczymy, a na podstawie tych fałszywych twierdzeń autor dochodzi do wniosku, że jest ona demonicznie zmanipulowana, arogancka, próżna i zarozumiała wbrew wszystkim, którzy ją znali.
Następnie autor sprzeciwia się temu, co nasza Błogosławiona Matka mówi o zakresie tego, co osiągnie poprzez Płomień Miłości Jej Niepokalanego Serca: "To znaczy, że będzie to 'największy cud' Matki Bożej (II/18), 'odkąd Słowo stało się ciałem, tak wielki ruch nigdy nie został podjęty z mojej [Najświętszej Maryi Panny] strony' (I/84), a nawet 'ukończenie drogi zbawienia' (III/199), tak jakby środki łaski niezbędne do drogi zbawienia nie były kompletne przez dwa tysiące lat bez tego teraz. Z tego powodu można słusznie zadać pytanie: jeśli jest to rzeczywiście tak poważny środek zbawienia, dlaczego Bóg nie dał go wcześniej i dlaczego uczynił to przez kobietę bez szczególnej cnoty?" Wady w tej sekcji są tak liczne i powiązane, że trudno się do nich odnieść.
Jeśli autor sprzeciwia się naszemu uczestnictwu w drodze zbawienia, co powinien zrobić ze stwierdzeniem św. Pawła w Liście do Kolosan 1:24: "Teraz raduję się w cierpieniach ze względu na was i w moim ciele czynię mój udział w imieniu Jego ciała, którym jest Kościół, w uzupełnianiu tego, czego brakuje w uciskach Chrystusa"?
Fakt, że nasza Błogosławiona Matka dokonuje cudu dla postępu zbawienia, nie oznacza, że przez cały czas nie mieliśmy środka łaski niezbędnego do zbawienia. Czy fakt, że interweniowała z mocą w Guadalupe w celu nawrócenia milionów ludzi oznacza, że środki zbawienia nie były dostępne wcześniej? Jeśli nawróciła i umocniła tysiące ludzi w Fatimie i Lourdes, czy oznacza to, że środki zbawienia nie były dostępne wcześniej? Cud Płomienia Miłości Niepokalanego Serca Maryi nie jest nowym środkiem zbawienia zatrzymanym do tej pory. Jest to wzmocnienie środków zbawienia, które zawsze mieliśmy, ale autor całkowicie to przeoczył w swoim zapale dyskredytowania kardynała Erdő i Płomienia Miłości.
Dlaczego Bóg nie dał go wcześniej? Dlaczego nie dał Guadalupe, Lourdes czy Fatimy wcześniej? On daje wszystko w swoim czasie. Istnieją odpowiedzi na wszystkie zastrzeżenia, które podnosi autor, gdyby tylko chciał je usłyszeć. I z pewnością nie musi dodawać zniewagi do tego błędnego rozumowania, nazywając Elżbietę kobietą bez szczególnej cnoty. To nic innego jak oszczercza opinia.
Modlitwa Jedności
Traktowanie przez autora tej wzniosłej modlitwy jest szczególnie smutne, ponieważ jego zastrzeżenia uderzają w sedno tego, czym jest chrześcijaństwo i czego pragnie Jezus. Sugerowanie, że modlitwa ta została złożona z różnych popularnych piosenek tylko dlatego, że te piosenki powtarzają różne wersety modlitwy, jest wręcz głupie. Powiedzmy, że Jezus mówił o miłości w pismach świętych w oparciu o piosenki o miłości, które mógł słyszeć jako dziecko!
Autor pisze: "Chrystus wymagał od swoich uczniów naśladowania Go i słuchania Jego słów, a nie ciszy słuchania z Nim". Dlaczego więc cisza jest tak ważna dla karmelitów? W rzeczywistości świeccy karmelici są zobowiązani do zachowania 30 minut ciszy z naszym Panem każdego dnia. Przypuszczam, że zakon karmelitański musi być heretycki. To samo dotyczy Ojca Pio, który uważał, że najważniejszą modlitwą jest modlitwa w ciszy.
Autor pisze: "To ostatnie, obok sentymentalnych przebojów popowych, jest bardziej charakterystyczne dla religii Wschodu i new age: ogołocenie się w imię wyzwolenia, słuchanie ciszy jako metoda i rezultat tego, jedność ze światem, "objęcie" całej ludzkości. Nie jest to zatem cecha chrześcijańska, a refleksje Elżbiety na jej temat nie są niczym więcej niż ukrytym uniwersalizmem, który jest zawarty w dodatkowej linii Zdrowaś Maryjo". Podczas gdy w swoim umyśle autor łączy Modlitwę Jedności z piosenkami pop i religiami Wschodu, wydaje się, że nigdy nie nawiązał połączenia z pismami świętymi, które mówią o tej głębokiej intymności i jedności pożądanej przez Jezusa, pożądanej przez Boga:
"Ja w nich, a Ty we Mnie, aby byli doskonali w jedności, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i umiłowałeś ich, tak jak Mnie umiłowałeś." Jana 17:23
"Trwajcie we Mnie, a Ja w was. Jak latorośl nie może przynosić owocu, jeżeli nie trwa w winnym krzewie, tak i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, a wy latoroślami; kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Jeśli kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak latorośl i uschnie; i zbierają je, i wrzucają do ognia, i płoną". Jana 15:4-6
"Z Chrystusem zostałem ukrzyżowany i żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus" (Galacjan 2:20).
"Dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę swoją i złączy się ze swoją żoną, i staną się jednym ciałem. Tajemnica to wielka, ale ja mówię w odniesieniu do Chrystusa i Kościoła". Efezjan 5:31-32
Niespełnione proroctwa
Następnie autor przechodzi do omówienia "niespełnionych proroctw" zawartych w Dzienniku, aby udowodnić, że wiadomości muszą być fałszywe. Pisze on: "Niespełnione proroctwa tradycyjnie są traktowane jako znak, że 'prywatne objawienie' nie pochodzi od Boga. W dzienniku pani Elżbiety było ich kilka. W wyniku cenzury Zoltána Kovácsa są one teraz obecne tylko w oficjalnym wydaniu Dziennika w formie luk, a informacje o nich możemy uzyskać tylko z dodatkowych źródeł ". Ponownie sugeruje to, że dr Kovács coś ukrywa. Jak pokazaliśmy na początku tego artykułu, tych fragmentów jest niewiele, a w rzeczywistości jednym, który wyraźnie stwierdza, że nie musi być upubliczniany, było proroctwo, że nadejdzie czas, kiedy nie będziemy mogli gromadzić się w dużych ilościach w naszych kościołach. Wydaje mi się, że proroctwo to spełniło się ostatnio w dość dramatyczny sposób. Przyjrzyjmy się dwóm konkretnym proroctwom, do których odnosi się autor.
Wspomina o obietnicy Jezusa, że Elżbieta umrze w dniu swoich 52 urodzin.i urodziny. Większość z tych fragmentów, z wyjątkiem zakończenia, nie znajduje się w częściach Dziennika przemyconych z Węgier przez siostrę Annę Roth, które stanowią nasz Niebieski Dziennik, ale są one w Wydaniu Krytycznym i w nowych tłumaczeniach dokonanych na podstawie Wydania Krytycznego. Jest to ważna część Dzienniczka. Po raz kolejny autor dochodzi do wniosku, że jest on niespełniony, nie czytając tego, co mówi sam Dziennik.
Jezus powiedział Elżbiecie, że umrze w dniu swoich 52 urodzin. Jest kilka fragmentów, w których widzimy, że z niecierpliwością oczekiwała tego wydarzenia 6 czerwca 1965 roku. Dzień ten nadszedł i minął; nie umarła i była strasznie rozczarowana. 9 czerwca Jezus wyjaśnia jej, co się stało:
"Nie myśl, że były to zwodnicze duchowe iluzje w twojej duszy. Nie! Moje boskie słowa zawsze mają cel i są zasłużone, bez względu na to, jak mroczne jest to dla ciebie. Widzę, jakie cierpienie spowodowała twoja śmierć, która nie nastąpiła. Zapytam cię, czy żyjesz teraz tak samo jak wcześniej? Nie żyjesz, prawda? Całkowicie umarłeś dla świata".
Pomimo tego jasnego wyjaśnienia w Dzienniku, autor upiera się, że przedstawia Jezusa kłamiącego, a zatem nie może pochodzić od Boga. Przypuszczam, że Jezus również kłamał, mówiąc: Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzy dni ją wzniosę". (Jana 2:19) Kardynał Erdő i dr Kovács zgadzają się z Jezusem. Niestety, autor nie zgadza się z Jezusem.
Innym niespełnionym proroctwem, o którym wspomina autor, jest stwierdzenie, że mały domek, w którym mieszkała Elżbieta, który został zburzony, stanie się największym sanktuarium na świecie po Lourdes. Nie odrzucajmy tak szybko tego stwierdzenia. Przypomnijmy, że Matka Boża wyraźnie powiedziała, że nie chce świątyni. Jednak ludzie często robią to, co chcą. Przypomnijmy, że nasz Pan powiedział 4 sierpnia 1963 roku: "Muszę ci powiedzieć, Moja córko, że Moja Matka nie będzie tak czczona, odkąd Słowo stało się Ciałem, jak będzie, gdy rozprzestrzeni w sercach i duszach efekt łaski swego Płomienia Miłości. . ludzkość będzie padać na twarz u stóp Matki Bożej, aby podziękować Jej za Jej nieograniczoną macierzyńską miłość". Kiedy tak się stanie w wyniku Płomienia Miłości Niepokalanego Serca Maryi, nie zdziwiłbym się, widząc wielu gromadzących się w miejscu małego domku.
Bluźnierstwo
Następnie autor przechodzi do bluźnierstw, które, jak twierdzi, są liczne. Niestety, jedynym sposobem na znalezienie tych licznych bluźnierstw w Dzienniku jest zniekształcenie Dziennika i zignorowanie jego własnych wyjaśnień, jak już widzieliśmy. Przyjrzyjmy się tym "bluźnierstwom".
Autor sprzeciwia się fragmentowi, w którym "Według Elżbiety, została ona odciągnięta od Najświętszej Ofiary Mszy przez Najświętszą Dziewicę: 'Nawet podczas Mszy narzekała bez przerwy, bardzo smutnym głosem. Czułam, że załamuje ręce i błaga" (I/65)".
Czy święta Teresa z Avila nie widziała demonów na szyi skorumpowanego księdza podczas przyjmowania Komunii Świętej? Czy święty Józef z Kupertynu nie wpadł dosłownie w ekstazę podczas podniesienia Eucharystii? Przypuszczam, że wszelkie cuda eucharystyczne mające miejsce podczas mszy należy odrzucić jako rozproszenie uwagi. Czy nierozsądne jest myślenie, że nasz Pan lub Pani może zaangażować kogoś podczas Mszy? Czy święta Teresa z Avila nie radziła nam, że kiedy Bóg chce do nas przemówić, powinniśmy porzucić wszystko inne, co robimy, czy to różaniec, modlitwę myślną czy oficjum?
Autor mówi, że "Dziewica Maryja poprosiła ją o nadmierne umartwienie, które sprawiło, że zachorowała", ale ilustruje to fragmentem, w którym nasza Błogosławiona Matka wyraźnie mówi, że nie mówi Elżbiecie, co ma robić. Elżbieta sama podejmuje te inicjatywy i nie byłaby pierwszą świętą osobą, która przekracza granice, próbując służyć Bogu. Wyobraźmy sobie świętego Ignacego z Loyoli, który nie myje się i nie przycina paznokci.
Autor błędnie łączy wpis Elżbiety z 31 lipca, w którym odnotowuje ona prośbę naszej Błogosławionej Matki o zwiększenie ofiar i jej postanowienie postu od owoców, chleba i wody przez dziewięć dni, a następnie pozbawienie się wody, z wpisem z pierwszego sierpnia, w którym jest bardzo chora. Jeśli jednak pościła przez dziewięć dni, a później obyła się bez wody, to w jaki sposób choroba 1 sierpnia jest powiązana z wpisem dzień wcześniej?
Następnie autor oskarża Elżbietę o bluźnierstwo, ponieważ działania Matki Bożej powodują, że zaniedbuje ona swoje obowiązki państwowe, tj. opiekę nad rodziną. Po raz kolejny autor pokazuje albo nieznajomość Dzienniczka, albo niechęć do zaakceptowania go, gdy nie pasuje do jego ataku na kardynała Erdő i Płomień Miłości. Opiera się na wpisie z 1 grudnia 1962 r., w którym stwierdza, że zapomniała kupić chleb i jajka dla rodziny.
Autor nie bierze pod uwagę, że zdarzyło się to raz w jej życiu, o czym świadczy sama rozmowa z księdzem podczas spowiedzi 16 grudnia 1962 roku: "Najpierw zapytał, czy jestem wdową, ile mam dzieci, z kim mieszkam? I czy nie grzeszę przeciw miłosierdziu także w innych chwilach? Ponieważ w wierszach, które przekazałam, opisałam również, jak pewnego dnia Matka Najświętsza dużo ze mną rozmawiała, (i) w ten sposób odsunęła moją duszę od świata tak bardzo, na wiele godzin, (że) byłam całkowicie oderwana, i że przypomniałam sobie dopiero późnym wieczorem, że muszę kupić chleb i jajka dla moich dzieci. Dlatego zapytał, czy zdarza się to często, ponieważ zaniedbanie służby charytatywnej byłoby wielką winą. Powiedziałem mu, że zdarzyło się to dopiero teraz po raz pierwszy"
Pomija również relację z 14 lutego 1965 r., w której Jezus wyraźnie przypomina jej, aby zdobyła chleb dla rodziny i mówi: "Czas, który spędzasz ze Mną, nie powinien szkodzić twojej rodzinie". Nie bierze też pod uwagę tych, którzy świadczą o jej życiu. Győző Kindelmann, jej wnuk wychowany jako jej własny syn, opowiada, że ludzie przychodzili do domu, aby z nią porozmawiać i musieli czekać godzinami, podczas gdy ona zajmowała się karmieniem i kąpaniem jego i jego braci oraz kładzeniem ich spać. Opowiada, jak on i jego bracia zostali zabrani z domu i umieszczeni w sierocińcu, ponieważ państwo nie uważało, że katolicka babcia jest akceptowalnym opiekunem dzieci, które powinny być wychowywane jako ateiści. Elizabeth siedziała w sierocińcu, dopóki nie wypuścili dzieci. Była głęboko oddana swojej rodzinie i nie zaniedbała swojego stanu w życiu. To poważna zniewaga dla kobiety, która wiele poświęciła dla swojej rodziny. Przypomnijmy, że oddała wszystkie pokoje w swoim domu członkom rodziny, aby zaspokoić ich potrzeby mieszkaniowe. Nic z tego nie wydawało się być znane lub mieć znaczenia dla autora.
W rzeczywistości autor chwyta się tego punktu aż do absurdu, twierdząc, że Jezus powstrzymał ją od wypełniania jej obowiązków, ponieważ poprosił ją, aby pozostała na Adoracji, kiedy chciała zająć się ogrodnictwem. To nie wydaje się być zaniedbaniem obowiązków.
Nieposłuszeństwo wobec spowiednika Elżbiety
Autor twierdzi, że "rzekoma Dziewica Maryja spowodowała również, że Elżbieta zlekceważyła wyraźne instrukcje spowiednika". Aby to "udowodnić", niekompletnie cytuje fragment Dzienniczka z 14 września 1963 r., w którym Elżbieta udaje się do swojego spowiednika, który odpowiada, że nie powinna iść do biskupa i powinna poczekać, aż biskup przyjedzie do dzielnicy, a następnie z nim porozmawiać. Elżbieta mówi, że będzie posłuszna. Następnie autor pomija sekcję i cytuje naszą Błogosławioną Matkę jako mówiącą "Idź pilnie", sugerując, że nasza Błogosławiona Matka mówi Elżbiecie, aby była nieposłuszna swojemu spowiednikowi.
Najsmutniejszą częścią tego nadużycia Dzienniczka jest to, że wszystkie informacje znajdują się w tym fragmencie i wcale nie dotyczą nieposłuszeństwa spowiednikowi, mówiąc Elżbiecie, aby udała się prosto do biskupa. Nasza Błogosławiona Matka mówi Elżbiecie, aby zapytała księdza, kiedy przyjdzie biskup, ponieważ przyjdzie on w nieoczekiwanym czasie. Oto fragment z kontekstem - nigdzie nie ma wezwania do nieposłuszeństwa:
Po mojej spowiedzi dwa dni temu, kiedy przekazałem ostatnią prośbę Najświętszej Dziewicy do mojego kierownika duchowego, która po raz kolejny była pilna, odpowiedział, że nie powinienem iść do biskupa; weźmie za to odpowiedzialność przed Najświętszą Dziewicą. Jeśli jest to pilne dla Najświętszej Dziewicy, niech Ona się tym zajmie. Powinienem poczekać, aż biskup przyjedzie do Kertváros i wtedy powinienem mu powiedzieć.
Na to odpowiedziałam mojemu kierownikowi duchowemu, że tak, całkowicie poddaję się wszystkiemu, co mówi, i nie zrobię nic bez jego polecenia i pozwolenia. W duszy pozostawiłam wszystko Bogu, z wielką pokorą. Poprzez to poleganie na Nim, łaska wzrosła w mojej duszy do tego stopnia, że faktycznie ją napełniła. Z powodu działania łask byłam bliska omdlenia, a Matka Najświętsza wciąż mnie przynaglała: "Idź prędko!" zapytałam: "Matko moja, dokąd mam iść? Do kogo?"
Dała jednoznaczną odpowiedź: "Idź do pastora i zapytaj go, czy wie, kiedy przyjedzie biskup". Kiedy usłyszałem te słowa, byłem tak oszołomiony, że nie wiedziałem, co robić. To był nieoczekiwany rozkaz. Ale wciąż nie mogłem podjąć decyzji. Zastanawiałem się już nad konsekwencjami tego, co wydawało mi się niemożliwe: biskup z reguły nie przychodzi o tej porze i co powie proboszcz, gdy przyjdę do niego z tym pytaniem? Ale naleganie było znacznie silniejsze, niż mogłem się oprzeć. Przerwałem prace domowe i pospiesznie udałem się do pastora. Zapytałam go, czy wie, kiedy przyjedzie biskup?
Nie był zaskoczony. Odpowiedział, że tak, spodziewał się biskupa w poniedziałek, na błogosławieństwo nagrobka
Autor kontynuuje nadużywanie Dziennika. Pisze: "Niedorzeczne i zbędne objawienia nie są oznakami boskiego pochodzenia", a następnie mówi: "Przy jednej okazji nadmiernego postu, całkowicie pozbawionego rozumu" i opowiada o przypadku, w którym Jezus powiedział Elżbiecie, aby nie przestrzegała czwartkowego postu, ale raczej zjadła trochę zupy. To nie był przypadek nadmiernego postu. Gdyby tylko autor przeczytał ten fragment, zauważyłby to:
W ciągu ostatnich kilku dni nabawiłem się infekcji ucha i gardła, z gorączką. Udało mi się pokonać gorączkę z pomocą tabletek obniżających gorączkę bez kładzenia się do łóżka, ale dręczył mnie ból ucha, a jeszcze bardziej ból gardła. Nie mogłem przełknąć żadnego stałego pokarmu. Czwartek był moim dniem ścisłego postu, o chlebie i wodzie. Jezus, widząc moje bolesne wysiłki, zaszczycił mnie słodkimi słowami: "Wiesz, ponieważ oboje jesteśmy bardzo wyczerpani, zjedzmy coś ciepłego". Ugotowałam trochę zupy z kminku (tradycyjne domowe lekarstwo. Trans.) Po ciepłej zupie poczułam się lepiej. Gdy jadłam, On przemówił uprzejmie i wylewnie, wyrażając się w niewielu słowach, ale z wielkim uczuciem.
A potem, co równie smutne, autor odrzuca Płomień Miłości, ponieważ przedstawia Jezusa jako sentymentalnego, który mówi takie rzeczy. Myślę, że Jezus, który płakał z Martą nad śmiercią Łazarza, również był zbyt sentymentalny, by być Synem Bożym. Nie powinienem być złośliwy, ale autor nie ma podstaw w swoich oskarżeniach przeciwko Dziennikowi.
Jezus i Maryja zwodzący Elżbietę
Autor twierdzi następnie, że Dziennik pokazuje Jezusa i Maryję wprowadzających Elżbietę w błąd. Wraca do Jezusa, który powiedział jej, że umrze w wieku 52 lat.i urodziny. Omówiliśmy to już i pokazaliśmy, w jaki sposób jest to wyjaśnione w samym Dzienniku.
Następnie opowiada o incydencie, w którym Jezus wysyła ją do spowiednika, który nie przyjmuje jej od razu, i o tym, jak Matka Boża powiedziała, że Jezus zamierza ją upokorzyć. Autor zakłada, że Jezus albo się myli, albo kłamie, aby ją upokorzyć, tak jakby były to jedyne możliwości. Są to tylko najgorsze możliwości. Jezus nie mylił się, a nasza błogosławiona Matka we fragmencie mówi Elżbiecie, aby była cierpliwa. Jeśli błędem było, że Jezus pozwolił na tę tymczasową sytuację, aby wzmocnić pokorę Elżbiety, to przypuszczam, że błędem było również to, że zesłał cierń w ciele świętemu Pawłowi, aby pomóc mu w pokorze po otrzymaniu tak wielu duchowych darów - II Koryntian 12: 7-9.
Nadrzędne zwyczaje i autorytet Kościoła
Autor podejmuje następnie kwestię postów w Mleczarni. Twierdzi, że te samozaparcia są sprzeczne z cnotą roztropności i że niektórzy są tradycyjnie zwolnieni z postu. Nie rozpoznaje jednak przykładu, o którym wspomniał wcześniej, w którym sam Jezus kazał Elżbiecie nie przestrzegać dnia postu ze względu na roztropność, ponieważ była chora.
Autor pisze: "W przypadku tej prośby możemy dostrzec realizację niemożliwej prośby wśród czynników dyskredytujących prywatne objawienia, ponieważ jaki świecki pracownik mógłby zachować te praktyki przez dwanaście tygodni bez zakłócania swoich obowiązków?". Cóż, w rzeczywistości robię to, podobnie jak inni. Wymagany post jest w rzeczywistości dość lekki. Nie jest to post polegający na niejedzeniu ani piciu, ale na jedzeniu chleba i piciu wody do szóstej wieczorem.
Autor mówi o dwunastotygodniowych postach tak, jakby Elżbieta w ogóle nie jadła przez wszystkie dni tych dwunastu tygodni. Tibor Begyik wyraźnie mówi, że te dwunastotygodniowe posty były tylko w czwartki i piątki, a nawet wtedy o chlebie i wodzie i tylko do 18:00.
Atakowanie Elizabeth osobiście
Niestety, autor przechodzi następnie do osobistego ataku na Elżbietę. Zamiast uznać, że częste wątpliwości Elżbiety co do tego, co się z nią dzieje, są oznaką jej roztropności i pragnienia uważnego rozeznania, przypisuje je wpływom demonicznym.
Autor oskarża ją o gorliwe rozpowszechnianie swoich wiadomości, ale Tibor wspomina, że nie potrafiła pisać na maszynie, a wszelkie rozpowszechnianie było wykonywane przez księży i powierników, którzy rozpowszechniali wiadomości. Opowiada, że nawet jej własne dzieci nie wiedziały, że prowadziła dziennik, dopóki nie natknęła się na niego jej najstarsza córka. Elżbieta pisze w swoim własnym dzienniku o tym, jak fakt, że wiadomości były rozpowszechniane przed zatwierdzeniem, zaskoczył ją:
6 kwietnia 1981 r.
Poszliśmy zobaczyć się z biskupem, ojcem, T. (sekretarzem, którego Matka Najświętsza zorganizowała do pomocy Elżbiecie - przyp. tłum. Rozmowa ledwie się rozpoczęła, gdy biskup zwrócił się do mnie z wielką stanowczością. Oskarżył mnie, pytając, jak śmiałem opublikować Płomień Miłości Matki Bożej za granicą? Kto dał mi pozwolenie? Byłem zdumiony, że wezwał mnie do odpowiedzialności, ale Dziewica Matka natychmiast dała mi słowa, a ja odpowiedziałem: Miałam kierownika duchowego, który to zaaranżował. Nawet o tym nie wiedziałem, aż do później. Dał mi streszczenie materiału, ale nie to, że wyjeżdża za granicę.
Tak się składa, że mam jedną z tych broszur rozpowszechnianych w języku angielskim w Stanach Zjednoczonych w 1978 roku. Nie wspomina ona nawet Elizabeth z imienia, a jedynie nazywa ją "wybraną osobą". Ona nie była autopromocją.
Autor oskarża Elizabeth o poszukiwanie wielu księży. Tibor Begyik, który tam był, wyjaśnia sytuację:
Wiele osób zapomina, że po reżimie Kádára w 1956 r. księża byli bici na śmierć, a bojownicy o wolność byli seryjnie wieszani! Nawet po 1961 r. niezliczeni wierni i księża byli aresztowani za działalność religijną! Bardzo łatwo było zostać "wrogiem systemu", zwłaszcza jeśli ktoś "organizował międzynarodowy spisek klerykalny"! Błagający o "szerzenie łaskawego wpływu Twego Płomienia Miłości na całą ludzkość" był wystarczająco "internacjonalistyczny", by wzbudzić zazdrość internacjonalistyczno-komunistycznego systemu! Zorganizowanie tego wszystkiego w taki sposób, aby nie można było korzystać z masowej komunikacji, nawet pisanie na maszynie w 10 egzemplarzach było uważane za czyn karalny!
Pani Károlyné Erzsébet Kindelmann była więc szczególnie odważna!
Duchowni byli onieśmieleni, a na dodatek wielu ojców nie odważyło się podjąć kierownictwa duchowego Elżbiety, ponieważ obawiali się, że ktoś po prostu "posmakuje" ich postawy! Dlatego najbardziej w porządku było, jeśli jeden wysyłał ją do drugiego! To dlatego rozeszło się, że "Elżbieta zmienia swoich duchowych przywódców"! Ale nawet odważni kapłani byli bezsilni, aby pomóc Sprawie, ponieważ nie mieli na to środków! Było tylko kilku kapłanów, którzy poradziliby sobie z duchowymi zmaganiami Elżbiety jak profesjonaliści!
Następnie autor ponownie przedstawia ideę Elżbiety podejmującej nadmierne wyrzeczenia. "Powyższe wydaje się odnosić do Elżbiety Kindelmann: jedno z najdziwniejszych wydarzeń w Dzienniku wydarzyło się właśnie po takim przesadnym samookaleczeniu", a następnie cytuje fragment, który już omówiliśmy, w którym Jezus mówi jej, aby nie przestrzegała czwartkowego postu (jak na ironię, autor przytacza tę przestrogę przed nadmiarem jako dowód nadmiaru!), ale nie dlatego, że była przesadna, ale dlatego, że była chora! Już to omówiliśmy.
Następnie powtarza tę ideę, że Elżbieta grzeszy przeciwko swojemu państwu w życiu, cytując fragment, w którym jest to poruszane w konfesjonale. Odnieśliśmy się do tego również powyżej, wskazując, że zdarzyło się to raz w życiu Elżbiety w życiu, które poza tym charakteryzowało się lojalnością wobec jej stanu.
Autor wspomina, że wspomniane spotkanie z biskupem, który oskarżył ją o rozpowszechnianie wiadomości, nie poszło dobrze. Cytuje artykuł napisany przez Tibora Begyika, w którym wspomina, że spotkanie było napięte i częściowo spowodowane niezwykle ostrym tonem Elżbiety. Ale pomija fakt, że Tibor stwierdza, że było to niezwykłe dla Elżbiety i pomija część artykułu, w której Tibor pisze: "Faktem jest, że początek choroby [raka] i cierpienie, które spowodował, zaczęły zużywać jej cierpliwość".
Wreszcie, w końcu, ta tyrada nadużyć Dziennika kończy się przyznaniem, że kardynał Erdő został poinformowany o tych rzekomych problemach i nie jest nimi zaniepokojony, ale zamiast poddać się rozeznaniu kardynała, autor po raz kolejny obraża go i sugeruje, że musimy modlić się o nawrócenie kardynała.
Przepraszam za poświęcenie tak dużej ilości czasu na przeczytanie tego długiego artykułu, czego można było uniknąć, gdyby krytyczny autor po prostu przeczytał Dzienniczek i zastanowił się nad kwestiami, zamiast próbować przedstawić argumenty przeciwko kardynałowi Erdő i Płomieniowi Miłości Niepokalanego Serca Maryi. Niech Matka Najświętsza oświeci serce tego błędnego autora i jego zwolenników.